Untitled design

Larwa

 

Wybija północ. Ósmy marca. Mam dwadzieścia trzy lata.

Wybija północ, jestem sama w mieszkaniu. Trzy razy sprawdzam drzwi wejściowe, szarpię klamkę, przekręcam zamek. Uff, nikt mnie nie ukradnie.

Wybija północ, a ja się boję. Tego co z tyłu, nie znam tego i nie widzę, nawet kiedy się bardzo szybko odwrócę, a przecież czuję, że tam za mną c o ś jest. Boję się tego, co łapie za nogi wystawione poza kołdrę. Nigdy jeszcze mnie nie złapało, zakrywam się szczelnie, zakokoniona w kocach jak jedwabnik. Larwa.

Wybija północ, mam dwadzieścia trzy lata i nie wiem kim jestem. Metryka nie kłamie: Bieńkuńska Zuzanna, metr sześćdziesiąt dwa, znaków szczególnych brak. Robiłam już tyle, że powinnam być kimś, a nie wiem nawet co jutro na obiad.

Dwanaście uderzeń starego zegara w rodzinnym domu. Z czwórki rodzeństwa został tam tylko kot. Ja jestem tu, żyję mieszkam pracuję uczę się, a jakby nic nie umiem.

Dwunasta, dzień powszedni, przeglądam facebook i uśmiechają się do mnie nocniki, machają pierścionki zaręczynowe, toczą się w feedzie obrączki. Wirtualne, więc chyba nie złote, to już niemodne. Weź mój wiek razy dwa, prawie tyle lat są ze sobą moi rodzice. Nie mają obrączek.

Wybija północ, wybija codziennie. Czas płynie obok mnie, choć prawie czuję jak przelewa się przez palce stóp, nieustannie fale opryskują łydki jak milionom innych przede mną.

Wybiła północ, mam dwadzieścia trzy lata. Garbię się przy komputerze, wiek lub biust ciągną mnie w dół.
Wargi wygryzam aż do krwi, ot, taki wewnętrzny niepokój. Na zewnątrz spokój. Za rok będę mieć dwadzieścia cztery. Znaków szczególnych brak.

 


 

Czytaj więcej